Skywalking czyli zdobywanie szczytów z aparatem

W epoce Instagrama fotografem może być właściwie każdy. Wielu z nas owładniętych chęcią pochwalenia się światu nie tyle pasjonującym hobby czy niezwykłą podróżą na kraniec świata, a okraszoną odpowiednim filtrem prozą życia, uwiecznia każdy skrawek swojej codzienności. Uwielbiamy dzielić się z wirtualnymi przyjaciółmi poddaną obróbce i ujętą w estetycznym kadrze chwilą, która właśnie trwa, by móc utrwalić ją i zebrać zasłużoną ilość pochwał w postaci fejsbukowych lajków i instagramowych serduszek. Nadeszła jednak zupełnie nowa moda, która z tradycyjną tematyką zamieszczanych w Internecie zdjęć ma niewiele wspólnego. Oto bowiem prawdziwą furorę robi obecnie na świecie skywalking, czyli prawdziwie ekstremalny sport dla miłośników fotografii, którzy zdobywanie miejskich szczytów uwieczniają na zdjęciach. Jeśli jesteście znudzeni publikowanymi na Instagramie fotkami jedzenia i idealnie wymuskanych wnętrz rodem z katalogów Ikea, a adrenalina to wasze drugie imię, skywalking to zdecydowanie coś dla was. Zapnijcie zatem pasy i przygotujcie się na fotografię w wersji ekstremalnej, która prócz podziwu powoduje istny opad szczęki. A czasem nawet lekką palpitację.

Panorama z dreszczykiem

Osobliwy trend, który narodził się kilka lat temu w Rosji polega w skrócie na wspinaniu się na najwyższe miejskie konstrukcje po to, by zrobić sobie tam zdjęcie lub nagrać film, na którym przy okazji uwieczniona zostaje spektakularna panorama miasta. Amatorzy skywalkingu wyznają zatem zasadę, że zamiast robić sobie nudne selfie na tle Wieży Eiffla, znacznie  lepiej byłoby… na nią wejść. Najbardziej znanymi śmiałkami z aparatem bądź kamerą są młodzi Rosjanie – Alexander Remnev, Wadim Majorow i Vitaly Raskalov, którym udało się już wspiąć na niezliczoną ilość budynków i wykonać taką też liczbę zapierających dech w piersiach zdjęć. Mosty, kominy, dźwigi, najwyższe budynki na świecie – oto cel miłośników tej niecodziennej i mrożącej krew w żyłach mody. Nie można zapomnieć o dodatkowej trudności, jaka czeka na skywalkerów, mianowicie obecności strażników i kamer pilnujących dostępu do dachów niektórych budynków. To jednak nie zraża amatorów tego sportu, tym bardziej, że powszechny odbiór ich ekspedycji jest wyjątkowo entuzjastyczny. Ekstremalne wyprawy na miejskie szczyty są wszak prawdziwym hitem Internetu. Publikowane w serwisie Youtube filmiki udziałem głodnych niepowtarzalnych wrażeń i adrenaliny domorosłych kaskaderów osiągają bowiem zawrotną wprost popularność w postaci dziesiątek milionów odsłon. Czy zatem ryzykowanie życiem dla internetowego poklasku ma jakiś sens? Dla zapaleńców skywalkingu – olbrzymi! Liczba odsłon i wirtualnych fanów to w końcu potwierdzenie sławy i wyraz podziwu dla ich dokonań.

Odwaga czy głupota?

Choć niebezpieczne wspinaczki amatorów skywalkingu mogą niektórych szokować i przyprawiać raczej o ból głowy aniżeli zachwyt, trzeba przyznać, że niektóre zdjęcia z ich udziałem mają dużą wartość artystyczną i są niesamowitym uwiecznieniem panoramy miasta. Udowodnił to w 2011 roku Matari Dupri – wyjątkowe zdjęcie, które przedstawiało jego postać stojącą na kilkusetmetrowej metalowej konstrukcji, w konkursie organizowanym przez „Telegraph UK” otrzymało zaszczytny tytuł najlepszej fotografii w Rosji. Obecnie coraz modniejsze staje się spacerowanie w chmurach w grupach, a w szczególności parami. Ot, romantyzm XXI wieku w wersji nieco ekstremalnej. Mimo iż rzeczone filmy robią niewątpliwie olbrzymie wrażenie, pozostaje pytanie, czy wchodzenie na niebotycznych rozmiarów konstrukcje nie jest przypadkiem przejawem głupoty i zwykłej niefrasobliwości? Naruszanie wówczas zasad bezpieczeństwa jest przecież nader oczywiste – skywalkerzy wchodzą na owe budowle bez żadnej asekuracji. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że są w wyjątkowo dobrej kondycji.

Nie da się ukryć, że nie jest to sport dla wszystkich, a konkretnie jest on przeznaczony tylko dla wąskiej grupy prawdziwych miłośników mocnych wrażeń. Pozostałym amatorom fotografii nie pozostaje nic innego, jak podziwianie ich osiągnięć sprzed ekranu komputera oraz zadowolenie się robieniem zdjęć w bezpiecznym (choć nieco nudnym) otoczeniu. Tym bardziej warto więc zainwestować w porządny sprzęt, dzięki któremu nawet pozornie zwyczajny kadr zyska na jakości. Mimo że żyjemy w epoce Instagrama, którego podstawowym narzędziem jest smartfon, profesjonalny aparat to wciąż dla fotografa rzecz nieodzowna, której nie zastąpi nawet najbardziej nowoczesny telefon. Jeśli wasz budżet nie pozwala wam jednak na tego rodzaju wydatki, pamiętajcie o możliwości skorzystania z ekspresowej pożyczki w Via SMS. Jedyne co musicie zrobić, to wypełnić krótki formularz na stronie internetowej, a pieniądze po chwili znajdą się na waszym koncie, bez poręczycieli i dodatkowych zaświadczeń. A to nie koniec dobrych wiadomości – jeśli pożyczana kwota nie przekroczy 1500 zł, nie poniesiecie żadnych kosztów w postaci odsetek! Tyle wystarczy, by cieszyć się fotografowaniem, niekoniecznie na szczycie Wieży Eiffla. Ten sport zostawmy prawdziwym miejskim kaskaderom.

 
Autor:
Ekspert w dziedzinie finansów i bankowości. Maks jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Posiada 4 lata doświadczenia w dziedzinie finansów osobistych. Szczególnie interesuje się produktami kredytowymi oraz rynkiem pożyczek pozabankowych.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *